Sprawa chorego dziecka odbiła się szerokim echem i zszokowała cały kraj. Historia, którą opowiada jego matka, jest nie do uwierzenia. Wyraźnie pokazuje obecny stan służby zdrowia, a także zachowanie części lekarzy. Co się stało?

To, że istnieją kraje, w których opieka zdrowotna nie jest całkowicie doskonała, nie jest niczym specjalnym. Mało kto jednak przypuszczał, że ta historia wydarzy się tak blisko nas. Że będzie to miało miejsce na Słowacji, czyli u naszych sąsiadów. Wiele osób twierdzi, że lokalna opieka zdrowotna mogłaby być naprawdę lepsza. Dobitnie potwierdza to także historia tej matki, a konkretnie historia jej dziecka. Co się z nim stało i dlaczego matka zdecydowała się zabrać głos? Kiedy wszystko stało się publiczne, niewiele osób nie było zszokowanych tą historią. Nie jesteśmy zaskoczeni.

Co się stało? Dziecko zaczęło mieć problemy

Historia matki zaczyna się od opisu zwyczajnego dnia. Taki, kiedy jej syn, który miał 4 lata, czuł się zupełnie dobrze. Trzeba powiedzieć, że chorował na białaczkę, ale tego dnia był wesoły i wesoły, jak każde inne dziecko. Problemy pojawiły się dopiero wieczorem, kiedy jej synek zaczął się dusić i miał poważne problemy z oddychaniem. Rodzina nie czekała na nic i szybko udała się z chłopcem do szpitala.

Lekarz nie pomógł dziecku

Pierwszy szok nastąpił w szpitalu, kiedy zszokowani rodzice odkryli, że klasyczna izba przyjęć tu nie działa. Lekarz był obecny, ale kiedy dowiedział się, że chłopiec choruje na białaczkę i przechodzi chemioterapię, odmówił jakiejkolwiek pomocy i leczenia. Mówi się, że powodem jest to, że nie wie, co mu dolega i jakie leki może zastosować. Przynajmniej zdecydował się wezwać karetkę.

Czas przybycia? Całe 45 minut

Jaka była godzina przyjazdu karetki? Według rodziców było to 45 minut. Jednocześnie była to kwestia życia, gdyż oddychanie dziecka stawało się coraz trudniejsze. Rodzice otoczyli go maksymalną możliwą opieką, a w międzyczasie próbowali wezwać oddział, na którym dziecko się leczy. Chcieli, żeby potomstwo zostało tam przekazane, bo tutejsi lekarze dobrze go znają i są zadowoleni z ich opieki.

Po przybyciu karetki nic się nie działo

Lekarze podłączyli go do kilku maszyn, ale nic nie znaleźli. Stan chłopca zaczął się nie wiadomo skąd poprawiać, mimo że nie podano mu żadnych leków. Lekarze ocenili to jako poprawę stanu, a wszystko ocenili jako stwierdzenie, że z dzieckiem wcale nie jest dobrze. Napisali raport, który to potwierdza. Oprócz tego, że nawet nie wspomnieli o jego poprzednich objawach, kłamali nawet na temat poszczególnych czasów związanych z ich pojawieniem się. Choć rodzice chcieli niezbędnych badań, nie dostali ich.

Rodzice nalegali na hospitalizację

Rodzicom w końcu udało się przekonać lekarza do hospitalizacji. Trzeba przyznać, że nie obyło się bez argumentów i że z raportu wynika, że ​​rodzice zachowali się niegrzecznie i agresywnie. Kiedy doszło do położenia chłopca na łóżku obserwacyjnym, wszystko wydawało się w porządku. Kolejny problem pojawił się, gdy lekarze nie chcieli pozwolić matce przebywać na sali z synem. Chcieli zostawić ciężko chorego 4-letniego chłopca bez mamy. Tutaj też na szczęście nacisk rodziców pomógł, aby matka mogła być przy synu

Znowu wszystko wydawało się w porządku. A rzeczywistość? Inny. To, co wydarzyło się w ciągu kilku minut, ponownie zszokowało rodziców. Na tę samą salę przyjęto innego pacjenta z wysoką gorączką. Rodzice protestowali, twierdząc, że nie jest to możliwe, gdyż ich syn ma obniżoną odporność w wyniku chemioterapii. Żaden z lekarzy się tym nie przejął.

Wolałbym odejść

Rodzice nie chcieli ryzykować, woleli podpisać odwrotną stronę i razem z dzieckiem wrócić do domu. Tutaj ryzyko infekcji jest zerowe. Rodzice cały czas byli bardzo zestresowani i bali się, że ich dziecko będzie miało kolejny atak. Ostatecznie wszystko skończyło się dobrze. Niemniej jednak są niezadowoleni ze stanu słowackiej służby zdrowia. I nic dziwnego.

Jakie są reakcje?

Matka zdecydowała się opublikować całą sprawę na portalach społecznościowych, aby inni też wiedzieli, co się dziś dzieje w służbie zdrowia i co się dzieje. Było wiele reakcji. Większość ludzi stanęła w obronie swoich rodziców, a wielu z nich miało bardzo podobną historię, którą również musieli przeżyć. Czy coś takiego jest naprawdę normalne we współczesnym świecie?

Scroll to Top